Jindabyne
Niewielkie, żyjące własnym, spokojnym rytmem australijskie miasteczko. Mieszkańcy znający się od lat, zaprzyjaźnione rodziny i grono przyjaciół wspólnie spędzających wolny czas.
Niczym niezmącona harmonia Jindabyne.
Pewnego dnia czwórka mężczyzn postanawia wybrać się na ryby w tereny odległej górskiej wioski. Wyprawa przybiera nieoczekiwany obrót, gdy przyjaciele znajdują w rzece zwłoki zamordowanej aborygeńskiej dziewczyny. Zamiast zgłosić policji makabryczne odkrycie, postanawiają kontynuować wyprawę, informując władze dopiero nazajutrz. Pierwsza reakcja mieszkańców, to ostra krytyka wędkarzy za brak natychmiastowej akcji. Jakie mogli mieć ku temu powody? Obojętność? Zaniechanie? A może celowa tajemnica?
Osobą, która jako ostatnia dowiaduje się o wydarzeniu jest Claire Kane (Laura Linney znana m.in. z filmów: „Lęk pierwotny”, „Egzorcyzmy Emily Rose”, „Rzeka tajemnic”), żona jednego z czwórki wędrowników, spokojnego Irlandczyka Stewart’a (w tej roli znakomity Gabriel Byrne, znany m.in. z ról w filmach: „Most przeznaczenia”, „Stygmaty”, „Śmiertelna pułapka”). Kobieta nie potrafi uporać się z szokującym faktem reakcji męża na tragedię, co zupełnie zmienia jego oblicze w jej oczach. Wbrew woli rodziny i znajomych, Claire postanawia pomóc rodzinie ofiary. Okazuje się jednak, iż robi to również wbrew woli zmarłej dziewczyny. Mimo to postanawia odbyć podróż, której wynikiem ma być spokój duszy dziewczyny.
Następujące po sobie wydarzenia skutkują w kolejne dramaty, doprowadzając na skraj rozpadu życie rodzinne bohaterki.
Ta współczesna historia o duchach jest swobodną adaptacją opowiadania Raymonda Cartera „So much water so close to home”. Reżyserii podjął się twórca dramatu „Lantana” z 2001 roku, Ray Lawrence, któremu należy przyznać wysoką notę za całokształt ukazania obrazu. Carter słynie bowiem z minimalistycznego stylu, wieloznacznych, niedopowiedzianych historii i samotnych, pełnych ukrytych dramatów bohaterów.
„Jindabyne” zasługuje również na uznanie za fenomenalną fabułę. Australijka Beatrix Christian otrzymała za nią prestiżową nagrodę na ubiegłorocznym festiwalu filmowym w Sztokholmie.
Film zbiera wysokie noty u szerokiego grona odbiorców. Nie dziwi zatem fakt, iż obraz zwrócił uwagę członków Koła Australijskich Krytyków, którzy wybierając najlepsze australijskie produkcje tamtejszych twórców filmowych roku 2006, przyznali dramatowi Lawrence’a największą ilość nagród. Film górował w takich kategoriach jak: najlepszy reżyser, aktorka drugoplanowa (Debora-Lee Furness w roli Jude), scenariusz, a także zdjęcia.
Jako ciekawostkę dodam, iż zekranizowane przez Lawrence'a opowiadanie, posłużyło jako podstawa fabuły jednego z segmentów Roberta Altmana „Na skróty”.
Zapraszam do kin.
Marta Kaszuba
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami














Drukuj
Wyślij
