Hellboy 2: Złota armia
Ostatnie miesiące w kinach można określić jako atak komiksowych superbohaterów na portfele widzów. Nie było jeszcze sezonu obfitującego w tyle filmów o mutantach, przebierańcach w gumowych kostiumach, milionerach w latających skafandrach i innego typu dziwakach. I trzeba przyznać, że niejeden fan historii rysunkowych, nawet najbardziej zagorzały, może mieć dość.
Ostatni w tym sezonie (mam nadzieję) film o herosie z kart komiksu wyszedł spod ręki niezwykłego twórcy. Guillermo del Toro oczarował świat filmem „Labirynt fauna”, i rękę postanowił mu podać sam Peter Jackson, twórca trylogii „Władca pierścieni”. Pochodzący z Meksyku reżyser już teraz pracuje nad „Hobbitem”, ekranizacją prologu do filmów Jacksona. Czym zasłużył del Toro na tak wielkie wyróżnienie? Dlaczego pozwolono mu kolejny raz zmierzyć się z postacią bezrogiego diabła, skoro pierwsza część przygód Hellboya była nieudana? Głównie za sprawą niezwykłej wyobraźni, która – przy odpowiednim budżecie – potrafi wykreować niezwykłe, baśniowe światy wypełnione fantastycznymi postaciami.
W kilku zdaniach przypomnijmy, z kim mamy do czynienia. Hellboy jest demonem, który został przywołany na ziemię przez nazistów w czasie II wojny światowej. Miał być bronią masowej zagłady, która pomoże im podbić świat, ale na szczęście przechwycili go Amerykanie. Wychowany w tym kraju stał się członkiem założonego przez Roosvelta Biura Badań Paranormalnych i Obrony. Od tego czasu, z grupą przyjaciół posiadających nadprzyrodzone zdolności, broni ludzkość przed potworami i brutalnymi siłami zagrażającymi światu. W pierwszym filmie przyszło mu się zmierzyć ze swoim diabelskim pochodzeniem, które miało być wykorzystane do uwolnienia wszechpotężnego demona. Druga część przygód bezrogiego diabła koncertuje się na próbie powstrzymania mitycznego świata, który podnosi rebelię przeciwko ludzkości. Buntem dowodzi elf, książę Nauda, który chce uzyskać władzę nad legendarną Złotą Armią, złożoną z 4900 wojowników.
Hellboy, postać z komiksów Mike’a Mignoli, który pracował z del Toro nad obiema ekranizacjami, to nietypowy superbohater. O wiele bliżej mu do Johna McClane’a ze „Szklanej pułapki” niż do Supermana. Bardziej woli siedzenie na kanapie z piwem w ręku niż uganianie się za potworami. Uwielbia cygara, a najbardziej ceni sobie oczywiście te kubańskie. Jego próżność zostaje połechtana, kiedy zaczyna pojawiać się w telewizji, niczym jedna z gwiazd śledzonych przez kamery. Ponadto Hellboy ma problemy w związku ze swoją dziewczyną (obdarzoną pirokinetyczną energią Liz Sherman). I na chwilę będzie musiał zrezygnować ze swojego przyziemnego życia, by w towarzystwie swoich obdarzonych niezwykłymi mocami przyjaciół, walczyć ze zbuntowanym, baśniowym światem.
Od samego początku nie mamy wątpliwości, że za kamerą stał del Toro. Ci, którzy widzieli „Labirynt fauna”, od razu rozpoznają specyficzny styl reżysera, który objawia się w kreacji przedstawionego świata. Pragnące krwi elfy, odrażające trolle, przerażający Anioł Śmierci, łypiący na ofiarę kilkunastoma parami oczu, wygłodniałe „zębowe wróżki”, które nie zostawiają prezentów dzieciom za oddanego zęba, ale wolą zjadać ludzi żywcem – to tylko niektóre postacie z niezwykłego świata, wykreowanego na potrzeby nowego filmu z przygodami Hellboya. I nawet jeżeli okaże się, że scenariusz was niczym nie zaskoczy, przygotujcie się na wizualną ucztę, po której nie spojrzycie w ten sam sposób na żadną bajkę.
Reż. Guillermo del Toro
Niemcy, USA 2008
Radosław Folta
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami















Drukuj
Wyślij
