Alexandra
Z ogromną przyjemnością odnotowuję każde pojawienie się filmu z Europy Wschodniej na brytyjskich ekranach. Tym bardziej cieszy więc fakt, że tak znamienity reżyser jak Sokurow doczekał się w końcu premiery swojego ostatniego dzieła.
„Alexandra”, podobnie jak większość filmów tego rosyjskiego twórcy, debiutowała na festiwalu w Cannes i ubiegała się o Złotą Palmę. I choć Sokurow wyjechał z Francji z pustymi rękami, krytycy i publiczność i tak byli zachwyceni nową produkcją reżysera.
Kim jest Sokurow? Często mówi się o nim, że jest następcą Andrzeja Tarkowskiego, bo właśnie pod okiem tego wielkiego twórcy rozwijał swoje skrzydła. Te wpływy są bardzo widoczne, szczególnie w powolnej narracji i długich ujęciach. Ale uczeń nie jest tylko ślepym naśladowcą mistrza.
Prawie od samego początku Sokurow miał swój wypracowany specyficzny styl, który jeszcze w czasach Związku Radzieckiego został odrzucony przez władze jako „formalistyczny i antyradziecki”. Chociaż już w latach 80. oprócz dokumentów kręcił też filmy fabularne, dopiero w połowie lat 90. został zauważony przez światową publiczność, głównie dzięki filmowi „Matka i syn”. Reżyser ujął widzów umiejętnością budowania niezwykłych relacji międzyludzkich, co powtórzył w kontrowersyjnym tytule „Ojciec i syn”, przy którym pojawiły się zarzuty o ukryty homoerotyzm.
Sokurow potrafi także niezwykle łączyć rzeczywistość z mitem, sprawiając, że obydwa światy zlewają się w jedno. Tak było choćby w jego dotychczasowym największym sukcesie komercyjnym – „Rosyjskiej arce”. Nakręcony w jednym ujęciu film jest majstersztykiem technicznym, dokumentem oprowadzającym nas po petersburskim Ermitażu, ale też bajkowym obrazem złotego wieku i upadku carskiej Rosji.
W „Alexandrze” reżyser powraca do tematu więzi rodzinnych, ale też pobrzmiewa echo jego fascynacji Matką Rosją, opiekunką wszystkich narodów. Taką właśnie mateczką, a właściwie babuszką, jest tytułowa Aleksandra, która wyrusza z Moskwy na front wojenny, aby spotkać się z wnukiem. Chłopak, podobnie jak jego żołnierze – rówieśnicy, czeka w obozie wojskowym na kolejne działania wojenne. Babcia, swoim twardym i dziarskim charakterem, wprowadza w grupie dość duży zamęt. Ta wiekowa i drobna osóbka ma w sobie więcej siły i magnetyzmu niż niejeden generał. Nie znosi słowa sprzeciwu, rozstawia chłopaków po kątach, ale też otacza ich opieką, dba o nich i okazuje im matczyne uczucia, o które trudno w warunkach wojennych.
Przede wszystkim jednak dzięki niej widać, jak samotni są ci młodzi chłopcy na tej bezdusznej wojnie. I choć słowo Czeczenia nie pada ani razu i tak wiadomo, o jaki konflikt zbrojny chodzi. Swoim zachowaniem Aleksandra udowadnia, że z drugą stroną można bez większych problemów się porozumieć, bo łączy nas to samo doświadczenie i mamy te same bolączki. Ale załagodzenia konfliktu nie będzie, bo to nie jest historia z happy endem, tylko melancholijna przypowieść o życiu.
Nowy film Sokurowa to opowieść bardzo prosta, ale jak to często bywa – w prostocie tkwi największa siła. Obraz zniewala nie tylko swoją odrealnioną kolorystyką sepii, ale przede wszystkim niezłomnym charakterem babci, koncertowo zagranej przez Galinę Wiszniewską. Wypowiadane przez nią słowa oraz proste gesty każą nam się zastanowić nad sensem nie tylko tej, ale każdej wojny. Jeżeli brakuje nam odruchu braterskiej miłości, a potrafimy jedynie zabijać, to w jaki sposób możemy zbudować szczęśliwe społeczeństwo? To i inne pytania pozostają z widzami długo po zakończeniu filmu.
reż. Aleksander Sokurow
Rosja, 2007
Radosław Folta
„Alexandra”, podobnie jak większość filmów tego rosyjskiego twórcy, debiutowała na festiwalu w Cannes i ubiegała się o Złotą Palmę. I choć Sokurow wyjechał z Francji z pustymi rękami, krytycy i publiczność i tak byli zachwyceni nową produkcją reżysera.
Kim jest Sokurow? Często mówi się o nim, że jest następcą Andrzeja Tarkowskiego, bo właśnie pod okiem tego wielkiego twórcy rozwijał swoje skrzydła. Te wpływy są bardzo widoczne, szczególnie w powolnej narracji i długich ujęciach. Ale uczeń nie jest tylko ślepym naśladowcą mistrza.
Prawie od samego początku Sokurow miał swój wypracowany specyficzny styl, który jeszcze w czasach Związku Radzieckiego został odrzucony przez władze jako „formalistyczny i antyradziecki”. Chociaż już w latach 80. oprócz dokumentów kręcił też filmy fabularne, dopiero w połowie lat 90. został zauważony przez światową publiczność, głównie dzięki filmowi „Matka i syn”. Reżyser ujął widzów umiejętnością budowania niezwykłych relacji międzyludzkich, co powtórzył w kontrowersyjnym tytule „Ojciec i syn”, przy którym pojawiły się zarzuty o ukryty homoerotyzm.
Sokurow potrafi także niezwykle łączyć rzeczywistość z mitem, sprawiając, że obydwa światy zlewają się w jedno. Tak było choćby w jego dotychczasowym największym sukcesie komercyjnym – „Rosyjskiej arce”. Nakręcony w jednym ujęciu film jest majstersztykiem technicznym, dokumentem oprowadzającym nas po petersburskim Ermitażu, ale też bajkowym obrazem złotego wieku i upadku carskiej Rosji.
W „Alexandrze” reżyser powraca do tematu więzi rodzinnych, ale też pobrzmiewa echo jego fascynacji Matką Rosją, opiekunką wszystkich narodów. Taką właśnie mateczką, a właściwie babuszką, jest tytułowa Aleksandra, która wyrusza z Moskwy na front wojenny, aby spotkać się z wnukiem. Chłopak, podobnie jak jego żołnierze – rówieśnicy, czeka w obozie wojskowym na kolejne działania wojenne. Babcia, swoim twardym i dziarskim charakterem, wprowadza w grupie dość duży zamęt. Ta wiekowa i drobna osóbka ma w sobie więcej siły i magnetyzmu niż niejeden generał. Nie znosi słowa sprzeciwu, rozstawia chłopaków po kątach, ale też otacza ich opieką, dba o nich i okazuje im matczyne uczucia, o które trudno w warunkach wojennych.
Przede wszystkim jednak dzięki niej widać, jak samotni są ci młodzi chłopcy na tej bezdusznej wojnie. I choć słowo Czeczenia nie pada ani razu i tak wiadomo, o jaki konflikt zbrojny chodzi. Swoim zachowaniem Aleksandra udowadnia, że z drugą stroną można bez większych problemów się porozumieć, bo łączy nas to samo doświadczenie i mamy te same bolączki. Ale załagodzenia konfliktu nie będzie, bo to nie jest historia z happy endem, tylko melancholijna przypowieść o życiu.
Nowy film Sokurowa to opowieść bardzo prosta, ale jak to często bywa – w prostocie tkwi największa siła. Obraz zniewala nie tylko swoją odrealnioną kolorystyką sepii, ale przede wszystkim niezłomnym charakterem babci, koncertowo zagranej przez Galinę Wiszniewską. Wypowiadane przez nią słowa oraz proste gesty każą nam się zastanowić nad sensem nie tylko tej, ale każdej wojny. Jeżeli brakuje nam odruchu braterskiej miłości, a potrafimy jedynie zabijać, to w jaki sposób możemy zbudować szczęśliwe społeczeństwo? To i inne pytania pozostają z widzami długo po zakończeniu filmu.
reż. Aleksander Sokurow
Rosja, 2007
Radosław Folta
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami















Drukuj
Wyślij
